Pielęgniarki wyszły na ulice

18

W mieście było dziś gorąco. Z okrzykami, transparentami i głośnymi grzechotkami, pod eskortą policji, pielęgniarki z lubińskiego szpitala przeszły pod siedzibę starostwa powiatowego, by w ten sposób sprzeciwić się sprzedaży lecznicy. – Stop prywatyzacji szpitala! – krzyczała Małgorzata Siwoń, szefowa Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych w naszym mieście.

Data manifestacji nie jest przypadkowa. W porządku dzisiejszych obrad rady powiatu pojawił się punkt o zbyciu akcji szpitala. – Ale to nie jest nic nowego. Podobną uchwałę podjęliśmy już dwa lata temu. I mimo rozmów, ostatecznie nie pojawił się żaden kupiec – tłumaczy starosta Adam Myrda. – Dlatego jestem zdziwiony, skąd dzisiejszy protest. Ta uchwała nic nie zmienia – próbował wyjaśnić rozkrzyczanym pielęgniarkom.

Ale emocje wśród kilkudziesięciu kobiet, które wzięły udział w demonstracji, były bardzo duże. Najpierw żądały odwołania prezesa szpitala, potem całego zarządu lecznicy, a w końcu, by także starosta ustąpił ze swojego stanowiska.

– Nasze główne żądania to przede wszystkim powstrzymanie prywatyzacji. Sprzedaż szpitala prywatnemu inwestorowi ograniczy mieszkańcom dostęp do darmowej służby zdrowia i na to nie ma naszej zgody – wylicza Anna Szałaj, szefowa Międzyzakładowego Związku Zawodowego Pracowników Ochrony Zdrowia i Pomocy Społecznej w Lubinie. – Co więcej, ewentualna sprzedaż nie gwarantuje utrzymania wszystkich szpitalnych oddziałów. Co z ludźmi, gdzie będą się leczyć i pracować? – dopytuje.

– W tym szpitalu źle się dzieje i pora to zmienić. Bo inaczej będzie płacz i zgrzytanie zębów – uzupełnia Siwoń.

Atmosferę podgrzewali też związkowcy z Solidarności, którzy wsparli protestujące pielęgniarki i położne. Szef związku, Bogdan Orłowski, zwracając się do starosty, powołał się na ich znajomość z młodych lat, kiedy razem pracowali i protestowali w kopalni. – Adam, do cholery jasnej! Tak nie może być! – nie przebierał w słowach Orłowski. – Nie są ważne dziś racje polityczne, dziś i jutro liczą się racje społeczne. Racje tych kobiet, ich dzieci i mężów. Przyszły tutaj, bo boją się o lubiński szpital – mówiąc to, wskazywał na manifestujące.

Zarówno szef Solidarności, jak i posłanka PiS, która również pojawiła się na manifestacji wnioskowali, by przed podjęciem uchwały raz jeszcze usiąść i zastanowić się nad przyszłością szpitala. Nad szukaniem innego rozwiązania.

– Bo takich opcji jest więcej – zapewnia posłanka. – A czy pani i koledzy parlamentarzyści zrobiliście coś, by pomóc szpitalowi, kiedy o tę pomoc apelował starosta? Kiedy KGHM wahał się czy kupić placówkę? – zapytaliśmy. – Ja o tej sprawie dowiedziałam się niedawno. I teraz jestem – usłyszeliśmy.

Na spokojnie i rzeczowo starosta Myrda wyjaśnia, że sprawa nie jest taka prosta. – Szpital jest zadłużony, a nas nie stać na jego utrzymanie. Od dwóch lat szukamy rozwiązań. Dla mnie najlepszym byłoby, gdyby kupił go MCZ. Ale ten w ostatniej chwili się wycofał – tłumaczy szef powiatu. – Apelowałem więc do samorządowców, by razem wziąć odpowiedzialność za szpital. Ale tylko miasto Lubin było zainteresowane kupnem akcji. A to za mało – podkreśla.

Starosta zapewnił jednak, że nie pozwoli, by ewentualny nabywca nie był związany z branżą medyczną. – Zapewniam też, że wszystkie miejsca pracy zostaną zachowane. Nikomu nic nie grozi. I raz jeszcze przypominam: na razie nie ma nikogo, kto chciałby kupić choćby część pakietu akcji placówki. W szpital trzeba inwestować i ta uchwała otwiera tylko drzwi na ewentualne inwestycje – podsumowuje.


POWIĄZANE ARTYKUŁY