Agnieszka Michułka, 19-letnia tegoroczna absolwentka I Liceum Ogólnokształcącego w Lubinie, została jedną z bohaterek kontrowersyjnej wystawy fotograficznej White Power, opowiadającej o albinosach. Nastolatka, udziału w ogólnopolskim projekcie, o którym ostatnio zrobiło się głośno, o mało nie przypłaciła… oblaniem matury.
– Na początku, głównie z powodu nazwy projektu, wraz z chłopakiem podchodziłam do tego przedsięwzięcia dość sceptycznie. Jednak już po pierwszych e-mailach z Anną Bedyńską, autorką zdjęć, byłam pewna, że chcę w tym uczestniczyć – przyznaje.
O sesji fotograficznej do projektu White Power Agnieszka dowiedziała się dzięki… forum dyskusyjnemu o albinosach, które przed laty złożyła mama nastolatki. – Ania skontaktowała się ze mną przez internet. Po kilku miesiącach, dokładnie tydzień przed zakończeniem roku szkolnego i maturą, wraz z chłopakiem pojechałam do Warszawy. Ania nas oczarowała – opowiada Agnieszka.
Para przez cały pobyt w stolicy mogła liczyć na gościnę artystki. – Pozwoliła nam odpocząć po podróży, a potem pojechaliśmy do studia. Sesja z nią była dla mnie czystą przyjemnością. Czas zleciał nadspodziewanie szybko i nim się obejrzeliśmy, musieliśmy wracać. Trzy tygodnie później, dokładnie 10 maja, również w Warszawie, odbył się wernisaż wystawy, na którym miałam przyjemność być – wspomina nastolatka.
Po przyjeździe do stolicy okazało się jednak, że w tym samym dniu Agnieszka ma ustny egzamin maturalny z języka polskiego. – Oczywiście, gdybym o tym wiedziała, nie pojechałabym na wernisaż. Problem polegał na tym, że od samego początku byłam przekonana, że egzamin mam mieć 13, a nie 10 maja. Będąc już w Warszawie skontaktowała się ze mną mama mówiąc, że powinnam być w Lubinie na maturze. Dziś, z perspektywy czasu, pozostaje tylko się śmiać. Na szczęście dostałam drugi termin i zdałam egzamin na 17 punktów – zdradza Agnieszka.
Bohaterami cyklu White Power są albinosi. – To choroba dotykająca 1:10 000, ale nie o chorobę tu chodzi, a o szeroko rozumianą odmienność! Wyjątkowość, piękno i unikatowość – to znaki szczególne ludzi pozbawionych pigmentu. Postawieni przed obiektywem redefiniują pojecie piękna, które na co dzień eliminuje ich z rankingu najpiękniejszych – czytamy na oficjalnej stronie internetowej Anny Bedyńskiej, autorki fotografii.
Agnieszka pierwszy raz, także w Warszawie, poznała albinosów w 2007 roku. – Niemniej byłam bardzo szczęśliwa, że mogę znów spotkać się z tymi ludźmi. Na opowiadania o życiu było jednak stanowczo zbyt mało czasu, bo wszyscy spotkaliśmy się dopiero na wystawie. Zdążyliśmy jedynie podzielić się tym, jak wygląda nasze codzienne życie – dodaje nastolatka.





