Zamknięcie Zespołu Szkół Zawodowych i Ogólnokształcących już jutro znów będzie omawiane przez radę miejską. Wcześniej tematem zajmie się komisja oświaty i właśnie na te obrady wybierają się przedstawiciele szkolnych związków zawodowych i uczniów, którzy stanowczo sprzeciwiają się zamknięciu placówki.
Piotr Socha, wiceprzewodniczący komisji oświaty w radzie miejskiej tłumaczy, że nikt nie zapowiadał swojej wizy podczas obrad tego gremium. – Ale nie ma też takiego obowiązku, bo obrady komisji są otwarte dla wszystkich mieszkańców – wyjaśnia.
Jednocześnie radny nie ukrywa, że jest zdziwiony postawą rodziców i nauczycieli. – Na poprzedniej sesji rozmawialiśmy na ten temat bardzo długo, bo mieliśmy sporo pytań i wątpliwości. Wszystko cierpliwie tłumaczył nam naczelnik Andrzej Pudełko, który zajmuje się oświatą i zna ten temat najlepiej. Rozpoczęcie sesji nawet znacznie się opóźniło, a zainteresowani byli wtedy na sali obrad. Nikt jednak nie podszedł do nas, by przedstawić swoje stanowisko czy zapytać o nasz zdanie – mówi wprost radny.
Na poprzednim posiedzeniu nie było jednak zgodności wśród rajców, dlatego opinia nie została wydana. Dwóch członków komisji było też wtedy nieobecnych, zabrakło więc większości. We wtorek temat będzie analizowany raz jeszcze, a potem rada podejmie decyzję co ze szkołą na zakręcie.
O tym dlaczego szkoła powinna być zamknięta, a uczniowie przeniesieni do innych placówek, tłumaczył ostatnio właśnie Andrzej Pudełko z urzędu miejskiego. W skrócie: uczniów jest za mało, by utrzymywać tak dużą szkołę, dodatkowo młodzież osiąga bardzo słabe wyniki w nauce. Urzędnicy liczą więc, że w szkołach o wyższym poziomie przejmą nawyki i motywację od tych zdolniejszych.
Więcej: www.lubin.pl/aktualnosci,22858,szkolna_burza_na_sesji.html





