Problem powraca, bo żeby go zlikwidować potrzebne jest działanie wszystkich rodziców i co najważniejsze – dbanie o higienę. A to zawodzi. Podstawówki z naszego powiatu walczą w wszawicą. – Już siły nie mam. Kupuję leki, poddaję kuracji całą rodzinę, a to znów wraca, bo rodzice innych dzieci nic nie robią – narzeka mama 9-letniej Oli.
Dyrektorzy szkół, z którymi rozmawialiśmy, proszą, by nie wymieniać nazw konkretnych placówek. – Nie chcemy, by te dzieci czuły się gorsze. Ponadto ten problem nie dotyczy tylko naszej szkoły. Wszawica atakuje dzieci w wieku szkolnym, ale to od rodziców zależy, czy się z nią uporamy – mówi nam jedna z dyrektorek.
Mama Oli, podobnie jak dyrektorzy szkół, uważa, że właśnie brak zrozumienia ze strony wielu rodziców powoduje, że ta choroba ciągle powraca. – I dzieci tylko się męczą, bo ciągle trzeba im aplikować leki, wyczesywać włosy. A czasem nawet obcinać. I te koszty. Żeby lek był skuteczny, trzeba na niego wydać ponad 50 zł – dodaje.
– Nie wszyscy dbają o higienę – mówi wprost inna z dyrektorek. – Robimy co możemy, ale to rolą rodziców jest dbanie o higienę dziecka. My możemy jedynie pomóc. Kiedy widzimy, że dziecko się drapie, od razu alarmujemy rodziców, by sprawdzili, czy wszystko jest w porządku. Kiedyś zajmowały się tym szkolne higienistki, ale teraz niektórzy z opiekunów wręcz nie życzą sobie, by ktoś dotykał ich dziecka – tłumaczy.
Część z rodziców mówi wprost, że zwyczajnie nie stać ich na leczenie. – Ale najgorsze, że nie zgłaszają się do nas. Jesteśmy w stanie pomóc, można skorzystać ze środków szkoły lub z pomocy opieki społecznej, problem w tym, że rodzice lekceważą problem. Brak jest reakcji z ich strony – wyjaśnia szkolny pedagog.
Specjalne oświadczenie w sprawie wszawicy w szkole wydał też Główny Inspektor Sanitarny. Radzi w nim, zarówno rodzicom, jak i pedagogom, jak radzić sobie z chorobą.
Treść pisma można znaleźć tutaj: www.gis.gov.pl/ckfinder/userfiles/files/stanowisko%20GIS%20w%20sprawie%20profilaktyki%20i%20zwalczania%20wszawicy.pdf





