Z dwóch lubińskich osiedli zniknęli strażnicy miejscy, którzy byli oddelegowani do kontaktów z lokatorami. Zastępca komendanta nie zna przyczyn, dla których prezesi spółdzielni zrezygnowali ze współpracy.
Mundurowi nie pracują już na Ustroniu oraz spółdzielni Wyżykowskiego. Zanim zerwano umowy, wyznaczony strażnik pełnił dyżury w jednym z osiedlowych lokali. Był do wyłącznej dyspozycji lokatorów, w godzinach 7-15.
Mieszkańcy spółdzielni przyznają, że brak im tych dyżurów. – Taki strażnik był jak dzielnicowy, znał nasze problemy i zawsze służył pomocą – przyznaje Czytelnik.
Wiceprezes Ustronia IV ma jednak inne doświadczenia. – Lokatorzy zgłaszali zastrzeżenia, że właściwie nie wiadomo, czy strażnik faktycznie pełni dyżury i w jakich godzinach można go zastać. Stąd postanowiliśmy wypowiedzieć miastu umowę – tłumaczy Anna Dziadyk.
Nie znamy powodów, dla których na podobny krok zdecydowały się władze Wyżykowskiego. Prezes tej spółdzielni przebywa w delegacji, a jego zastępczyni wolała się nie wypowiadać na ten temat.
Jak zapewnia zastępca komendanta straży miejskiej Paweł Łazor, mundurowi wciąż są do dyspozycji lokatorów, zamieszkałych na terenie dwóch innych lubińskich osiedli – Przylesie i Staszica. – Na Staszica Krzysztofa Kalisza zastąpił Marek Andrzejczak. Natomiast na Przylesiu niezmiennie dyżuruje Dariusz Musiał – informuje.
Mundurowi podkreślają, że brak osiedlowych strażników na osiedlach Ustronie i Wyżykowskiego nie oznacza, że ich mieszkańcy nie mogą liczyć na pomoc. – Jesteśmy do ich dyspozycji, tak jak mieszkańców wszystkich innych dzielnic – zapewniają.





