Ubezpieczalnia ściga za starą polisę

20

Choć auto kupiła dopiero w tym roku, przyszło jej płacić za ubezpieczenie pojazdu sprzed dwóch lat – pani Grażyna postanowiła opowiedzieć swoją historię, bo nie wie już, gdzie szukać pomocy. Firma ubezpieczeniowa Allianz, która domaga się zapłaty, obiecała nam wyjaśnienie tej sprawy, ale dopiero kiedy zgodzi się na to sama lubinianka. Czekać trzeba więc nie wiadomo ile, bo prośba do kobiety jeszcze nie trafiła. A komornik domaga się pieniędzy.

W lutym tego roku pani Grażyna kupiła auto – forda mondeo. – Za trzy dni kończyła się wcześniejsza polisa ubezpieczeniowa w firmie Allianz. Złożyłam więc rezygnację i ubezpieczyłam auto w innej firmie – opowiada lubinianka.

Tymczasem w marcu kobieta otrzymała pismo z Allianza, że musi zapłacić składkę za ubezpieczenie auta za 2011 rok, choć wtedy nie była jego właścicielką. – Uznałam, że nie muszę płacić tej zaległości, bo przecież mnie to nie dotyczy. W konsekwencji ubezpieczalnia skierowała sprawę do komornika. Nic z tego nie rozumiem – dlaczego mam płacić czyjeś zaległości? Wysłałam firmie dane poprzednich właścicieli, niech od nich domagają się płatności, a mnie dadzą spokój – denerwuje się kobieta.

Wygląda na to, że sprawa znajdzie swój finał w sądzie. Na wyjaśnienia z biura prasowego Allianza czekaliśmy ponad dwa tygodnie. I jedyne co przekazała nam rzeczniczka Beata Wójcik, to zapewnienie, że wszystkie informacje są już zebrane. – Ale nie możemy ich państwu przekazać, nim nie otrzymamy zgody na udostępniania danych od klientki – podkreśla rzeczniczka.

I tak koło się zamyka. Pani Grażyna ma podobno dostać z Allianza list w tej sprawie. Ale nadal nic nie dotarło. – Ja oczywiście chcę żeby to wyjaśnili, po to zresztą zgłosiłam się do redakcji. I tak człowiek dalej cały w nerwach, bo nie wiadomo co to będzie. Dziś chcą ode mnie 300 zł, a potem doliczą jakieś odsetki i wyjdzie nie wiadomo ile – załamuje ręce kobieta.

Z ostatniej chwili: Kiedy tekst był już gotowy do publikacji, otrzymaliśmy telefon od pani Grażyny. – Allianz napisał mi, że raz jeszcze przeanalizowano moją sytuację i ostatecznie anulowano mi należność. Sama nie mogę w to uwierzyć – cieszy się kobieta. – Proszę to opisać, żeby ludzie wiedzieli, że nie można się poddawać i trzeba walczyć o swoje – podkreśla.


POWIĄZANE ARTYKUŁY