LUBIN. Nie ma szans, by prezes mógł się spotkać ze związkowcami w terminie, zaproponowanym dziś przez organizacje pracownicze. Liderzy wszystkich central chcą jeszcze raz zasiąść do wspólnego stołu z władzami KGHM i to już w najbliższy wtorek o godz. 10.00.
– To niemożliwe, ponieważ w tym czasie prezes jest na konferencji w Warszawie – tłumaczy Dariusz Wyborski, dyrektor departamentu public relations, i dodaje, że pierwszy wolny termin to 18 lub 19 maja.
Związkowcy chcą, by na kolejnym posiedzeniu z pięcioma przedstawicielami spółki spotkały się trzyosobowe delegacje wszystkich central. Warunkiem przystąpienia do dalszych negocjacji ma być bezpośrednia relacja z tego spotkania za pośrednictwem pracowniczej telewizji przemysłowej.
– Ile osób może stanąć naraz przy jednym monitorze? To już bardziej racjonalny byłby pomysł relacji na przykład za pośrednictwem miejskiego portalu internetowego – zastanawia się głośno rzecznik prasowy spółki.
Dziś związkowcy, jak i przedstawiciel zarządu spółki, zorganizowali odrębne konferencje prasowe, podczas których wzajemnie obarczano się winą za wczorajszy incydent. Każda ze stron jest przekonana, że została sprowokowana przez drugą.
Związkowcy publicznie przeprosili pracowników ochrony za to, że ucierpieli podczas pikiety. Tymczasem kierownictwo spółki przekazało już sprawę policji. Doniesienie dotyczy uszkodzenia mienia (drzwi do biura zarządu) oraz napaści na funkcjonariuszy ochrony.
Jak zdradził Dariusz Wyborski, na policję zgłosił się także dziennikarz TVN, który został skopany w trakcie pikiety przez górników. Rzecznik koncernu ujawnił ponadto, że spółka dysponuje dowodem rzeczowym w postaci puszki po piwie, którą ktoś rzucił w kierunku prezesa Herberta Wirtha, co – przypomnijmy – stało się przyczyną zerwania tzw. wysłuchania publicznego.
Dariusz Wyborski nie chce dziś przesądzać czy zidentyfikowani przez policję napastnicy, o ile okażą się pracownikami KGHM, stracą pracę w koncernie. Dodał jednak, że jego zdaniem taki scenariusz byłby naturalną konsekwencją wczorajszej rozróby.
Związkowcy uważają, że jeśli uczestnicy zajść zostaną aresztowani, będzie to świadczyć o tym, że „prokuratorzy nadal są usłużni i skwapliwie reagują na polecenia pana premiera”, który wczoraj publicznie zapowiedział, że zwróci się do prokuratora generalnego o wyciągnięcie surowych konsekwencji wobec uczestników burd na stadionach czy w ramach spotkań z udziałem organizacji związkowych.
Szefowie związków są oburzeni porównywaniem ich do kiboli. Ponadto obiecali pomoc uczestnikom wczorajszej pikiety, których czekają policyjne bądź prokuratorskie zarzuty. – Na pewno mogą liczyć na naszą pomoc prawną – zadeklarowali liderzy organizacji pracowniczych.