– Kariera Nikodema Dyzmy przypomina losy Marka Bubnowskiego, przewodniczącego lubińskiej rady miejskiej – stwierdził Marek Zawadka, dyrektor Centrum Kultury Muza, w obszernym wywiadzie, udzielonym „Wiadomościom Lubińskim”.
W najnowszym numerze tygodnika szef lubińskiej kultury mówi, że: „bohater filmu znajduje zaproszenie na raut i to daje początek jego błyskotliwej kariery. On nie zadaje pytań, tylko brnie do przodu. Mam wrażenie, że widać tu dużą analogię. Pan Bubnowski przed ponad siedmioma laty zdobył mandat radnego, bo startował z komitetu wyborczego Roberta Raczyńskiego. Awansem niejako, bo prezydent z mandatu musiał zrezygnować. Wchodził kolejny z listy – i był to Marek Bubnowski” – przypomina Zawadka.
– Z tego, co pamiętam zdobył 49 głosów, gdy z innych list nie wchodzili ludzie, którzy mieli po 150 głosów. Potem okazało się, że stowarzyszenie prezydenta jest „be” i wystartował z PiS-u. Ale i z tym ugrupowaniem było mu nie po drodze, dlatego w połowie kadencji postawił na Teraz Lubin, z którym jest związany obecnie – krytykuje polityczną drogę Bubnowskiego.
– Dotychczas najbardziej spektakularną decyzją kierowanej przez niego rady i jedną z nielicznych samodzielnych – bo reszta to pastwienie się nad inicjatywami prezydenckimi – było podjęcie uchwały w sprawie referendum o odwołanie prezydenta Lubina. Poparło ją 2,49 proc. mieszkańców, z czego i tak nie wszyscy poparli pana przewodniczącego. Nawet Dyzma nie podejmował tak kuriozalnych decyzji. Miał świadomość tego co wie. Tutaj brakuje tej świadomości. Tutaj mamy przypadek wiedzy absolutnej. Przecież po takiej porażce, każdy polityk powinien podać się do dymisji. Już nie mówię o tym, co zrobiłby samuraj – ubolewa Marek Zawadka na łamach „Wiadomościach Lubińskich”.