Zaczynała od kilkuset książek, dziś ma ponad 114 tysięcy woluminów, audiobooki, płyty, dostęp do cyfrowych zbiorów i kilka pokoleń wiernych czytelników. Miejska Biblioteka Publiczna w Lubinie obchodzi 80-lecie. Przez osiem dekad zmieniała adresy, rosła razem z miastem, przetrwała rewolucję technologiczną i pandemię. Jedno jednak pozostało niezmienne – wciąż przychodzą tu ludzie szukający dobrej książki. O pierwszych tomach odnajdywanych w opuszczonych domach, czytelniku, który w ciągu roku wypożyczył niemal tysiąc pozycji, książkowych hitach, a także o tym, dlaczego biblioteka już dawno przestała być tylko wypożyczalnią, rozmawiamy z Markiem Mierzejewskim, dyrektorem Miejskiej Biblioteki Publicznej w Lubinie.

80 lat to właściwie kilka pokoleń Lubinian. Cofnijmy się więc do samego początku. Jak rodziła się biblioteka w powojennym Lubinie?
Marek Mierzejewski: To rzeczywiście długa historia. Jesteśmy najstarszą placówką kulturalną w powojennej historii Lubina. Pierwsze książki trafiały do biblioteki w dość niezwykły sposób – mieszkańcy odnajdywali je w opuszczonych, często zrujnowanych domach. Zachował się zapis dotyczący jednej z takich książek, datowany na 5 marca 1946 roku.
Kilka tygodni później, 17 kwietnia, wydano dekret regulujący organizację polskiego bibliotekarstwa, a 1 września 1946 roku Powiatowa Biblioteka Publiczna oficjalnie otworzyła drzwi dla czytelników. Już w następnym roku miała około 500 woluminów i 163 czytelników. Jej pierwszą organizatorką i kierowniczką była nauczycielka Janina Podlasińska.
500 książek. Dzisiaj trudno sobie wyobrazić bibliotekę z tak niewielkim księgozbiorem.
A przecież od tego wszystko się zaczęło. Pierwsze lata upływały przede wszystkim na gromadzeniu i opracowywaniu książek oraz organizowaniu samej placówki. Z czasem powstała również Miejska Biblioteka Publiczna, której kierowniczką została Julia Miklaszewska. W 1956 roku obie placówki połączono w Powiatową i Miejską Bibliotekę Publiczną. Kierownikiem został Władysław Roman, a cały personel liczył… cztery osoby.
Dwa lata później wprowadzono wolny dostęp do półek. To dziś oczywistość, ale wtedy była to duża zmiana.
Biblioteka wędrowała też po Lubinie. Gdzie można ją było znaleźć?
Do 1949 roku mieściła się w Inspektoracie Oświaty, później w szkole podstawowej, następnie w budynku przy ulicy Marii Skłodowskiej-Curie. Przez kilkanaście lat działała również w pomieszczeniach Ratusza.
Ważnym momentem był rok 1966. Z okazji 20-lecia powstała pierwsza filia przy ulicy Mickiewicza, a Ministerstwo Kultury i Sztuki nadało bibliotece imię Stanisława Staszica. Później, wraz z odkryciem złóż miedzi i gwałtownym rozwojem Lubina, rozwijała się również biblioteka.
W 1969 roku przenieśliśmy się do nowo otwartego Domu Kultury Zagłębia Miedziowego i pozostaliśmy tam do końca 1993 roku. A 29 stycznia 1994 roku biblioteka rozpoczęła działalność w wyremontowanych pomieszczeniach przy ulicy Skłodowskiej-Curie 6, czyli w dobrze znanym Lubinianom Pałacyku.

Czyli historia biblioteki właściwie biegnie równolegle z historią współczesnego Lubina?
Zdecydowanie. Miasto rosło, powstawały nowe osiedla, przybywało mieszkańców, więc pojawiały się kolejne filie. W latach 1971–1993 otwieraliśmy następne placówki, żeby książka była jak najbliżej mieszkańców.
Najkrócej można tę drogę opisać tak: od małego pokoju z kilkuset książkami do kilku tysięcy metrów kwadratowych powierzchni bibliotecznej i ogromnych zbiorów. Od skromnej wypożyczalni do instytucji z filiami, od katalogów kartkowych do nowoczesnych systemów komputerowych.
Zostały pamiątki z tych pierwszych dziesięcioleci?
Tak. W Dziale Zbiorów Specjalnych zachowało się sporo materiałów dokumentujących historię biblioteki: fotografie, ekslibrisy, kroniki i różnego rodzaju dokumenty. Dzięki nim możemy zobaczyć nie tylko, jak zmieniała się sama biblioteka, ale trochę również to, jak zmieniał się Lubin.
Przez 80 lat zmieniali się też ludzie stojący za sterami biblioteki. Ilu ich było?
Pierwszą organizatorką i kierowniczką Powiatowej Biblioteki była Janina Podlasińska. Miejską Biblioteką kierowała później Julia Miklaszewska. Po połączeniu obu placówek w 1956 roku kierownikiem został Władysław Roman. I to właśnie on kierował biblioteką najdłużej – przez 36 lat.
Później byli Barbara Grzybek-Korgól, Ryszard Ptasznik i Grażyna Gosławska. Ja kieruję biblioteką od 2007 roku.

Gdyby miał Pan wybrać trzy przełomowe momenty z tych 80 lat, które by Pan wskazał?
Pierwszy to oczywiście samo powstanie biblioteki. Bez niego nie byłoby całej tej historii.
Drugi to rozwój sieci bibliotecznej wraz z rozwojem Lubina. Dzięki kolejnym placówkom książki i kultura stały się bardziej dostępne dla mieszkańców różnych części miasta.
Trzeci przełom to nowe technologie. W 1992 roku rozpoczęliśmy komputeryzację biblioteki i stopniowo odchodziliśmy od katalogów kartkowych. W 2005 roku pojawił się system ALEPH działający w oparciu o internet, a od 2025 roku korzystamy z nowoczesnego systemu SOWA. Do tego dochodziły nowe rodzaje zbiorów: „książki mówione”, kasety wideo, płyty CD, multimedia, a później oczywiście zasoby cyfrowe.

Kiedy biblioteka przeżywała największe czytelnicze oblężenie?
Bardzo intensywne były lata 90. Dużym zainteresowaniem cieszyło się też otwarcie Działu Zbiorów Specjalnych. Ale bardzo szczególnym momentem był powrót czytelników po pandemii. Kiedy ponownie otworzyliśmy biblioteki, pojawiały się kolejki. I akurat z tych kolejek naprawdę się cieszyliśmy.
Kto najczęściej zagląda między regały?
Najliczniejszą grupę stanowią seniorzy i osoby starsze. To bardzo wierni czytelnicy, którzy regularnie korzystają z biblioteki.
Ale ogromnie cieszy nas zainteresowanie wśród dzieci. Rodzice coraz częściej przychodzą z najmłodszymi i chcą od początku zaszczepić im miłość do książek. Dlatego organizujemy projekty, zajęcia i akcje czytelnicze właśnie dla dzieci.
A co Lubinianie najchętniej zabierają z półek? Kryminał wygrywa z romansem?
Gusta są bardzo różne. Dużą popularnością cieszą się kryminały i powieści obyczajowe, ale czytelnicy chętnie sięgają też po romanse, biografie, książki historyczne, reportaże i literaturę faktu.
Trudno wskazać jeden gatunek, który zdecydowanie dominuje. Mody się zmieniają, a internet i media społecznościowe mają dziś ogromny wpływ na to, po jakie tytuły sięgamy.
Są jeszcze książki, na które trzeba czekać w kolejce?
Oczywiście. Czytelnicy nadal potrafią z niecierpliwością czekać na popularny tytuł. Bardzo dużym zainteresowaniem cieszy się na przykład seria Sławka Gortycha o karkonoskich schroniskach. Ogromną popularność zdobyły też „Chłopki” Joanny Kuciel-Frydryszak.
Czytelnicy chętnie sięgają po książki Remigiusza Mroza, Joanny Jax, Małgorzaty Sobczak, Fredrika Backmana, Valérie Perrin, Mélissy Da Costy czy Toshikazu Kawaguchiego, autora „Zanim wystygnie kawa”.

A rekordziści? Ile książek jest w stanie przeczytać naprawdę zapalony czytelnik?
Tu mamy liczbę, która robi wrażenie. Rekordzista w 2025 roku wypożyczył 978 zbiorów bibliotecznych.
978? To wychodzi prawie trzy dziennie.
Tak. Trzeba przyznać, że to naprawdę imponujący wynik.
Zmienił się przez te wszystkie lata sam czytelnik?
Oczywiście zmieniły się jego przyzwyczajenia. Czytelnicy korzystają z internetu, mediów społecznościowych, rekomendacji innych osób. Chętnie wybierają nowości i książki, o których akurat jest głośno.
Ale jedno pozostaje niezmienne – nadal szukają dobrej literatury, która wciąga, daje do myślenia albo pozwala spojrzeć na świat z innej perspektywy. Biblioteka musi więc z jednej strony nadążać za trendami, a z drugiej pozostać miejscem, w którym można znaleźć wartościową literaturę.
Czy internet, e-booki i audiobooki nie miały przypadkiem uśmiercić tradycyjnych bibliotek?
A tymczasem pomogły nam dotrzeć do nowych odbiorców. Nie traktuję ich jako konkurencji dla papierowej książki. Każda z tych form odpowiada na inne potrzeby. Jeden czytelnik chce papier, drugi audiobook, trzeci e-book. Biblioteka powinna być otwarta na wszystkie te możliwości.
Czyli „wypożyczalnia książek” to dziś zdecydowanie za mało, żeby opisać bibliotekę?
Zdecydowanie, chociaż nie zgadzam się z przekonaniem, że dawniej biblioteka oznaczała wyłącznie regały i ciszę. U nas zawsze dużo się działo. Były bale maskowe dla dzieci, spotkania z ciekawymi ludźmi, konkursy recytatorskie, działał nawet amatorski zespół teatralny.
Oczywiście w czytelni obowiązywała cisza, ale biblioteka już wtedy była miejscem spotkań. Dziś tych aktywności jest po prostu jeszcze więcej: warsztaty, wydarzenia, multimedia, zajęcia dla różnych grup wiekowych. Sama „wypożyczalnia” absolutnie nie oddaje tego, czym jest współczesna biblioteka.

A zdarza się jeszcze klasyczne: „Pani bibliotekarko, proszę mi dać coś dobrego”?
Jak najbardziej. I właśnie tutaj widać, że rola bibliotekarza wcale nie straciła na znaczeniu. Bibliotekarz zna księgozbiór, ale przede wszystkim zna swoich czytelników. Wie, co już czytali, co lubią, czego szukają. Często potrafi zaproponować książkę, na którą sami nigdy by nie trafili.
Są czytelnicy związani z biblioteką niemal przez całe życie?
Tak, i to jest chyba jedna z najpiękniejszych rzeczy w naszej pracy. Mamy osoby, które przychodziły tutaj jako dzieci, później przyprowadzały swoje dzieci, a dziś pojawiają się z wnukami.
Mamy nawet pracowników, którzy najpierw byli naszymi czytelnikami, a później sami zaczęli pracować w bibliotece. Widzimy więc na własne oczy, jak miłość do książek przechodzi z pokolenia na pokolenie.
Skoro mówimy o historii – jaka jest najstarsza książka w bibliotece?
W zbiorach mamy między innymi drugi tom „Encyklopedii staropolskiej” z 1939 roku, wpisany do inwentarza. Ale mamy też starszy egzemplarz – „Maryę” Antoniego Malczewskiego z 1876 roku, która trafiła do nas jako dar.
Od kilkuset książek w 1946 roku doszliśmy dziś do…?
Na koniec 2025 roku mieliśmy 114 059 woluminów książek. Do tego 6843 pozycje książki mówionej oraz 6446 płyt CD. W ciągu roku wydaliśmy także 1580 kodów umożliwiających dostęp do zbiorów cyfrowych.
Skala jest więc zupełnie inna niż 80 lat temu.
A który moment w tych ośmiu dekadach był najtrudniejszy?
Zdecydowanie pandemia w 2020 roku. Była sytuacją nagłą, na którą nikt nie był przygotowany. Zamknięcie instytucji kultury oznaczało nie tylko brak możliwości normalnego wypożyczania książek, ale również odwołanie wydarzeń, zajęć i współpracy ze szkołami czy przedszkolami.
Spadła liczba zarejestrowanych czytelników i wypożyczeń, za to bardzo wzrosło zainteresowanie dostępem cyfrowym, m.in. Legimi i IBUK Libra.
Nie baliście się, że po pandemii część czytelników już nie wróci?
Była taka niepewność. Ludzie przyzwyczaili się do e-booków i innych cyfrowych form, więc zastanawialiśmy się, jak będzie wyglądał powrót.
I wtedy wydarzyło się coś bardzo budującego. Czytelnicy wrócili. Co więcej, po otwarciu pojawiały się kolejki po książki. W innych okolicznościach kolejka może być problemem, ale dla bibliotekarza widok ludzi czekających na książki był powodem do ogromnej satysfakcji. Dostaliśmy najlepszy dowód, że biblioteka nadal jest mieszkańcom potrzebna.

Z czego po 80 latach jest Pan najbardziej dumny?
Z tego, że przez osiem dekad biblioteka potrafiła być potrzebna kolejnym pokoleniom Lubinian. Zmieniały się czasy, technologie, książki i sami czytelnicy, ale biblioteka pozostawała miejscem otwartym. Można tu znaleźć książkę, ale również rozmowę, spotkanie i inspirację.
Jestem dumny z naszych czytelników, szczególnie tych, którzy są z nami od lat, a dzisiaj przyprowadzają dzieci i wnuki. Jestem też dumny z pracowników, wśród których są osoby pamiętające bibliotekę najpierw z perspektywy czytelnika.
Po 80 latach możemy powiedzieć, że biblioteka stała się częścią historii Lubina i życia jego mieszkańców.
Na koniec wyobraźmy sobie mały eksperyment. Jest rok 2026, otwierają się drzwi i wchodzi nimi jeden z pierwszych czytelników z 1946 roku. Co zrobiłoby na nim największe wrażenie?
Pewnie byłby zaskoczony niemal wszystkim. Zobaczyłby bibliotekę pełną ludzi, spotkań, wydarzeń i nowych technologii. E-booki, audiobooki czy multimedia byłyby dla niego czymś zupełnie niewyobrażalnym.
Ale być może najbardziej poruszyłoby go coś zupełnie innego: że 80 lat później ludzie nadal tutaj przychodzą. Nadal szukają książek, wiedzy i inspiracji, a czasami po prostu drugiego człowieka.
I chyba właśnie w tym najlepiej widać sens tych 80 lat. Biblioteka bardzo się zmieniła, ale wciąż jest miejscem potrzebnym i żywym.





