Urodziła dziecko… w samochodzie

8423

Sceny jak z filmu rozegrały się wczoraj w Lubinie. Skończyło się happy endem – młoda kobieta urodziła swoje dziecko… w aucie pod szpitalem. Mama i córeczka na szczęście czują się dobrze.

Fot. Pixabay

Jest godzina 10.40. Dwie kobiety jadą z Polkowic w kierunku Lubina. Jedna z nich jest w zaawansowanej fazie porodu, druga – jej siostra – siedzi za kierownicą. Ruch na drodze jest duży. – Kierująca zadzwoniła do nas z prośbą o eskortę, tłumacząc, że ciężarna za chwilę może urodzić – relacjonuje aspirant Krzysztof Pawlik, zastępca oficera prasowego KPP Lubin. – Na miejsce udał się patrol drogowy, który na sygnale eskortował kobiety na Szpitalny Oddział Ratunkowy – dodaje.

Po drodze policjanci powiadomili personel medyczny, że jadą do nich z rodzącą kobietą. – 28-letnia kobieta urodziła swoje dziecko w samochodzie. Na miejscu czekały już na nią położne, które zajęły się mamą i jej córeczką – uzupełnia asp. Pawlik, chwaląc jednocześnie swoich kolegów, którzy zachowali zimną krew i pomogli w szczęśliwym zakończeniu porodu.

Dziewczynka jest zdrowa, waży 3,5 kg, otrzymała 10 punktów w skali Apgar. Jest drugim dzieckiem 28-letniej polkowiczanki.

Policjanci, którzy eskortowali rodzącą 28-latkę to młodszy aspirant Karol Tomczak oraz młodszy aspirant Piotr Klubek z Wydziału Ruchu Drogowego lubińskiej komendy. Jak wspomina ten drugi, pojazdy osobowe ani ciężarowe nie zjeżdżały z drogi polkowiczance, która wiozła rodzącą siostrę, mimo że wskazywała im to sygnałami świetlnymi i dźwiękowymi. – Dlatego zdecydowała się poprosić nas o pomoc. Ta eskorta była dość trudna, ponieważ natężenie ruchu w tym czasie było duże, ponadto droga S3 wciąż jest w remoncie – zauważa mł. asp. Klubek.

Mł. asp. Piotr Klubek

Ponieważ poród był już bardzo zaawansowany, akcja musiała być przeprowadzona równie szybko. Pod drzwi szpitala udało się dojechać w kilka minut.

– Sytuacja była dosyć dynamiczna – otworzyłem z tyłu drzwi samochodu i zauważyłem, że kobieta już rodzi. Widziałem już główkę dziecka! Usłyszałem od pielęgniarki „Biegnij szybko po prześcieradło”. Byłem z nim po chwili i połowa dziecka wyszła już na świat. Kobieta bardzo cierpiała, chciałem ją jakoś wesprzeć, potrzymać za rękę. Nim obszedłem samochód, dziecko było już na świecie – relacjonuje akcję porodową mł. asp. Klubek.

Jak mówi, z pewnością zapamięta ten dzień do końca życia. – Sam pierwszy krzyk dziecka to niesamowite przeżycie. To ogromna radość i szczęście, że wspólnie z kolegą mogliśmy pomóc. Tym się przede wszystkim kierowaliśmy, żeby pomóc matce i dziecku, które przychodzi na świat – mówi wyraźnie wzruszony.

Policjant sam dwa miesiące temu został szczęśliwym tatusiem. Niestety, choć bardzo chciał być obecny przy porodzie, tego dnia nie mógł być wraz z żoną ze względu na koronawirusa. Ale życie bywa bardzo przewrotne. – Swojego dziecka nie odebrałem, odebrałem cudze. Rodząca kobieta żartowała, że jesteśmy już zaproszeni na chrzciny – śmieje się funkcjonariusz, dodając, że tego dnia miał też imieniny.

Jak się dowiedzieliśmy, cały personel medyczny – z pracownikami SOR-u włącznie – bardzo przeżywał ten poród. Były nawet łzy wzruszenia. Dla położnych poród to chleb powszedni, ale załoga z SOR-u, ratownicy czy nawet policjanci, zwykle bardzo to przeżywają.

Co ciekawe, w ciągu kilku ostatnich dni to już trzecia taka sytuacja w Lubinie, kiedy noworodek urodził się poza szpitalem. Dwa poprzednie przypadki zakończyły się porodem w domu. Tym samym mamy do szpitala przyjechały już z dziećmi na rękach.