Czy odra grozi lubinianom?

– To nie sama choroba jest groźna, ale jej powikłania – przestrzega Janina Szelągowska, dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Lubinie. Jej następstwem może być nawet zapalenie mózgu… Ogólnopolskie media podniosły larum – przy braku szczepień grozi nam epidemia odry. Przyjrzeliśmy się sytuacji na naszym podwórku.

Fot. Pixabay

Chociaż odporność populacyjna powiatu lubińskiego jest dosyć wysoka – oscyluje na poziomie 95 procent – i do tej pory nie odnotowano przypadków zachorowań, nie oznacza, że odrę należy bagatelizować.

Do wczoraj ogólnopolskie media podawały informację o ponad 20 przypadkach zachorowań lub podejrzeń choroby: 18 osób z Mazowsza, cztery z Pomorza i jedna z Lubelszczyzny. Wśród nich są zarówno Polacy, jak i obcokrajowcy. Media podają, że część z tych osób nie była szczepiona.

– Rozprzestrzenia się drogą kropelkową i jest bardzo zaraźliwa, nawet bardziej niż grypa – mówi o odrze Janina Szelągowska, dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Lubinie. – Szczepialność w powiecie lubińskim jest dosyć wysoka i w zeszłym roku wyniosła 95 procent. W tym roku jest podobnie – dodaje.

Do sanepidu dzwonią mieszkańcy z wątpliwościami – nie pamiętają czy byli szczepieni i nie wiedzą, skąd zdobyć te informacje. Mamy kilka możliwości – udać się do POZ, zajrzeć do książeczki zdrowia lub zbadać krew, by sprawdzić ilość przeciwciał. – W przychodni bardzo dokładnie przechowują dokumentację, więc będą mieli informacje, na co byliśmy szczepieni – tłumaczy dyrektor.

Przypomina również, że szczepienie powinna poprzedzić wizyta lekarska. – Bezwzględnie musimy być zdrowi – uczula Szelągowska.

Szczepionka przeciwko odrze to tzw. szczepionka skojarzona MMR. Oprócz wirusów odry zawiera również wirusy świnki i różyczki. W Polsce szczepienia dla dzieci są darmowe i przeprowadza się je dwudawkowo. Najpierw w 2. roku życia, później dziecko otrzymuje dawkę przypominającą w 10. roku życia.

Zaszczepić się mogą także dorośli, tyle że odpłatnie. Szczepienia dorosłych są również dwudawkowe, a „przypominajkę” otrzymuje się po 4-6 tygodniach od czasu pierwszej dawki. – Jeśli tylko nie ma żadnych przeciwwskazań, nic nie stoi na drodze, żeby zaszczepić się ponownie – mówi Szelągowska.

Jako że szczepionka MMR, oprócz wirusów odry zawiera także wirus świnki i różyczki, szczepienie powinny bardzo dokładnie przemyśleć kobiety planujące ciążę. – Po przyjęciu takiego zastrzyku, planowanie potomstwa powinno się odłożyć na około trzy miesiące – mówi dyrektor.

Należy jednak zaznaczyć, że żadne szczepienie nie ustrzeże nas przed chorobą. – Owszem, osoby zaszczepione również mogą zachorować, ale wówczas przebieg choroby jest znacznie łagodniejszy – tłumaczy.

Choroba wiąże się z osłabieniem, wysoką gorączką, silnym bólem gardła, zapaleniem spojówek, katarem i kaszlem oraz charakterystyczną wysypką. Typowe czerwone, grudkowate wykwity pojawiają się na skórze zwykle po dwóch tygodniach od kontaktu z wirusem odry.

Jeśli się nie szczepiliśmy, jesteśmy bardziej narażeni na niebezpieczne powikłania. – To powikłania daleko idące w czasie, co powoduje ogromny problem z diagnozą. Możemy nie pamiętać, że lata temu chorowaliśmy na odrę i nie powiążemy tych następstw – przestrzega dyrektor.

Powikłaniami mogą być zapalenie ucha, zapalenie krtani, innych organów wewnętrznych, a nawet mózgu.

Po drugiej stronie barykady stoją jednak przeciwnicy szczepień, którzy utrzymują, że kilkanaście chorych osób w skali całego kraju nie jest epidemią. A zrzucanie winy na karb nieszczepionych osób jest krzywdzące.

– Nieetyczne jest budowanie atmosfery strachu i paniki – mówi Justyna Socha, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Wiedzy o Szczepieniach „STOP NOP”.

Członkowie stowarzyszenia skarżą się na fałszywe informacje podawane w Internecie. Utrzymują, że reportaże w Internecie przedstawiają zmanipulowane fakty, a część zarażonych osób była szczepiona, więc zastrzyk to żadna gwarancja.

Źródło: www.stopnop.com

– Podczas reportażu dziennikarze podają, że osoby są nieszczepione. Można zrobić stop–klatkę w momencie kiedy pokazywane są książeczki szczepień. Niektóre z tych osób były szczepione, a zachorowały – mówią wolontariusze STOP NOP.

Rodziców i opiekunów, którzy odmawiają zaszczepienia dzieci, z roku na rok jest coraz więcej. Jak wynika z danych Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny, w 2017 r. odnotowano ponad 30 tysięcy takich sytuacji, w 2010 r. było ich niespełna 3,5 tysiąca.

Odrę tak naprawdę przywieziono zza granicy. – Kiedy do naszej społeczności przybywają osoby nieszczepione, nasza odporność populacyjna spada. Groźne są dla nas ogniska osób, np. z Rumunii czy Ukrainy, gdzie mało osób się szczepi – mówi dyrektor lubińskiego sanepidu.

Niepokojące są szacunki ekspertów, którzy ujawniają potencjalne zagrożenie.

Jak wynika z wyliczeń ekspertów, narażonych na odrę jest około 5,5-6 mln Polaków. Chodzi o osoby urodzone między 1975-1990 r., zaszczepione jedną dawką szczepionki przeciwko odrze, dzieci do 13. miesiąca życia, które nie przyjęły jeszcze szczepionki, osoby urodzone w latach 50. i 60., które w ogóle nie były szczepione z powodu braku szczepień w tamtym czasie, a także chorujące na nowotwory.

podaje „Dziennik Gazeta Prawna”.

Chociaż minister zdrowia apeluje do Polaków, aby się szczepili, eksperci zwracają uwagę, że problem leży znacznie głębiej. Rozpropagowanie szczepień należy szerzyć nie tylko wśród zwykłych obywateli, ale i wśród lekarzy i pielęgniarek.

Badania profesora Adama Antczaka z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi wykazały bowiem, że choć pracownicy medyczni ogólnie twierdzili, że są zwolennikami szczepień (81 procent badanych), to tylko 39 procent z nich szczepiło się regularnie w ciągu ostatnich pięciu lat. Dla porównania w USA szczepi się ponad połowa personelu, w w krajach UE co czwarty lekarz.

pisze „DGP”.

Problem prawdopodobnie może leżeć w tym, że pracownicy medyczni muszą fundować sobie szczepionki z własnej kieszeni.

Chory na odrę w swoim otoczeniu może zarazić od 12 do 19 osób, a jedno na tysiąc zachorowań kończy się śmiercią. Jak podaje Główny Inspektorat Sanitarny, na terenie Polski, w okresie od 1 stycznia do 31 października 2018 r. zarejestrowano 144 zachorowania. W analogicznym okresie roku poprzedniego zgłoszono ich 58. Według inspektoratu, odra dotarła do nas z Ukrainy, ale problem istnieje w całej Europie.

Dodaj komentarz

Trwa ładowanie komentarzy. Prosimy o cierpliwość
wpDiscuz