Pociągu jeszcze nie ma, a rozkład jazdy już wzbudza emocje

1132

Już tylko niespełna trzy miesiące zostały do planowanego powrotu pasażerskich pociągów, regularnie kursujących między Lubinem a Wrocławiem. Czekają na to nie tylko lubinianie, lecz również mieszkańcy miejscowości leżących wzdłuż remontowanej właśnie linii kolejowej 289. Ich niepokój wzbudził jednak ostatnio opublikowany w Internecie rozkład jazdy, z którego wynika, że na mniejszych stacjach pociąg nie będzie się zatrzymywał.

Przypomnijmy, pociągi pasażerskie przestały jeździć z Lubina w 2010 r. Pierwszy ponowny kurs zaplanowany jest na 9 czerwca. Od kilku miesięcy mieszkańcy Zagłębia Miedziowego uważnie śledzą aktualizowane rozkłady jazdy pociągów, które mają ich dowieźć do stolicy Dolnego Śląska. Pierwszy, w którym znalazły się takie połączenia, opublikowany został pod koniec ubiegłego roku. W marcu kolej zaktualizowała rozkłady i tym razem okazało się, że plan połączeń na trasie Lubin – Wrocław nie przewiduje zatrzymywania się składów Kolei Dolnośląskich na małych stacjach, m.in. w Raszówce czy Rzeszotarach. Mieszkańcy wsi od razu zaczęli dopytywać o powód tej zmiany.

– Realizujemy wytyczne Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego, który jest naszym zwierzchnikiem. Zgodnie z jego planami pociągi Kolei Dolnośląskich mają utworzyć sieć połączeń regionalnych, łączących duże ośrodki miejskie. Naszym zadaniem jest zapewnić mieszkańcom Lubina dojazd do Wrocławia w czasie krótszym niż godzina – wyjaśnia Bartłomiej Rodak, rzecznik prasowy Kolei Dolnośląskich.  – Najszybszy pociąg na tej trasie będzie nosił nazwę „Cuprum” i kursował przez cały tydzień, zatrzymując się tylko w Lubinie, Legnicy i Wrocławiu – dodaje.

Przejazd z Lubina do Wrocławia ma potrwać około 50 minut. Chociaż nikt oficjalnie tego nie podkreśla, taki czas sprawi, że KD staną się nie tylko dobrą alternatywą dla jazdy samochodem, ale też silną konkurencją dla pasażerskich busów. Jest to o tyle istotne, że dziesięć lat temu linia 289 była deficytowa, ponieważ zbyt długa podróż zniechęcała pasażerów.

Fot. FB Miasto Lubin

Lubinianie i legniczanie będą zatem mieli bardzo dobre połączenie z Wrocławiem. Co z mieszkańcami np. Raszówki czy Rzeszotar? Trudno sobie wyobrazić, że przez małe stacje, które w tej chwili są remontowane na zlecenie PKP Polskich Linii Kolejowych, pociągi miałyby tylko przejeżdżać.

– Do uruchomienia połączenia zostało jeszcze kilka miesięcy, będzie to czas na przeanalizowanie kwestii związanych między innymi z możliwością zatrzymywania pociągów regionalnych Kolei Dolnośląskich na stacjach pośrednich. Ważne, aby pamiętać, że każde zatrzymanie pociągu wydłuża czas połączenia, generuje również koszty dostępu do infrastruktury torowej, peronowej, przewoźnik również ponosi większe koszty eksploatacyjne. Ale ponad tym wszystkim dostrzegamy społeczną potrzebę dostępności komunikacyjnej do kolei również dla mieszkańców mniejszych miejscowości – zapewnia Michał Nowakowski, rzecznik prasowy marszałka województwa dolnośląskiego.

Jednym z rozwiązań, o którym mówią urzędnicy, jest takie zorganizowanie komunikacji autobusowej na poziomie gmin, by lokalne połączenia były skorelowane z rozkładem jazdy pociągów. Miałoby to zafunkcjonować na całym Dolnym Śląsku, w miarę rewitalizacji regionalnej sieci kolejowej.

– Samorząd województwa przejmie blisko 500 kilometrów dotychczas nieczynnych i często zdewastowanych linii, które zrewitalizujemy i przywrócimy na nich ruch pasażerski – dodaje Nowakowski.

Aby zrealizować wizję szybkiej kolei regionalnej, KD przetestują przystanki na żądanie. Pilotaż tego rozwiązania zostanie wprowadzony jeszcze w tym roku i – jeśli przyniesie dobre efekty – doprowadzi do zmniejszenia liczby postojów pociągów KD na niektórych trasach, m.in. w Kotlinie Kłodzkiej.

Trwa ładowanie komentarzy. Prosimy o cierpliwość