Otwarte serce i niespożyta energia. Kto to taki?

Akcja WOŚP, Szlachetna Paczka, zbiórki żywności, hospicjum, współpraca z placówkami pomocowymi. Wspólny mianownik to wolontariat. Już od 33 lat z inicjatywny ONZ 5 grudnia obchodzimy Międzynarodowy Dzień Wolontariusza. Nie każdy wie, ale Lubin również ma swoich cichych aniołów, o których warto głośno mówić.

Od lewej: Monika Dobrowolska, Wanda Wiorek i Danuta Dobrowolska

Mają tutaj swój skromny kąt. Podchodzą do szafy i wraz z ubraniem koszulki „Wolontariusz” przywdziewają niewidzialne anielskie skrzydła. Tak ich tutaj nazywają – aniołami. Jesteśmy w lubińskim hospicjum. Kiedy pacjenci budzą się w letargu, pytają: „Czy jestem już w niebie? Są tu moje aniołki.”

Zaczynają od porannej toalety. Jak podkreślają, to moment, który najbardziej zbliża ludzi. Jest spokojnie i intymnie, a to sprzyja budowaniu więzi. – Hospicjum ma mało personelu, a pielęgniarki mają ręce pełne roboty. Odciążamy je w obowiązkach. To nie poświęcenie tylko potrzeba serca – mówi Monika Dobrowolska, od dziesięciu lat wolontariuszka lubińskiego hospicjum.

Tutejsze hospicjum ma już 13 lat. Od dekady działa tu wolontariat, który liczy obecnie 31-osobową załogę, w wieku od 25 do 73 lat. Przeważają panie, ale jest również dwóch panów.

Krzątają się po placówce w kolorowych koszulkach. Okazuje się, że każdy kolor symbolizuje tu coś innego. – To jest znak dla personelu oraz wszystkich odwiedzających i pacjentów – tłumaczy Wanda Wiorek, która pomaga tutaj od samego początku.

Żółte koszulki przeznaczone są dla wolontariuszy akcyjnych. Takie osoby nie mają kontaktu z chorymi. Noszą je zaangażowani w pomoc zewnętrzną, charytatywną, np. młodzież, która pomaga, sadzi żonkile (symbol Stowarzyszenia Palium – przyp. red). Pomarańczowe koszulki dedykowane są początkującym wolontariuszom.

– Ci z najdłuższym stażem noszą koszulki niebieskie. Same siebie nazywamy weterankami, pracujemy tu już dekadę – uśmiecha się pani Wanda.

Wolontariusze dają swoją obecność – trzymają za rękę, karmią, rozmawiają, a kiedy trzeba – milczą. Tworzą pewnego rodzaju rodzinę dla chorych. – Ludzie w trosce oddają tutaj kogoś bliskiego, a ze względu na obowiązki, nie mogą trwać przy nim cały dzień. Przyjeżdżają np. popołudniami. My tu jesteśmy od tego, aby towarzyszyć chorym cały czas – opowiada Danuta Dobrowolska, która spełnia się tutaj od roku.

Wolontariat to zajęcie dla ludzi, którzy mają mało czasu i nie chcą go marnować. Kiedy się angażują, chcą mieć efekty. Każda z trzech pań to matka, żona, babcia, a nawet prababcia. Od wielu lat znajdują również czas na wolontariat. – Chociaż w domu czeka wiele obowiązków: dzieci, wnuki, rodzina, nic nie jest zaniedbane – zaręczają.

O tutejszym wolontariacie dowiedziały się od wnucząt, z kościoła lub drogą pantoflową.

– Zawsze czułam potrzebę pomocy. Wcześniej opiekowałam się osobami bezdomnymi, szukałam swojego miejsca w życiu. Znalazłam je – pomagając. Teraz czuję, że to ma sens – mówi pani Monika.

Pani Wanda o hospicjum dowiedziała się od wnuczki, uczennicy Salezjańskiego Liceum Ogólnokształcącego, która tam pomagała. – Tak naprawdę zapisała mnie tu wnuczka. Ona widziała, że zawsze miałam potrzebę pomagania innym. Przez rok opiekowałam się chorym sąsiadem. Gdy odszedł, ja przyszłam tutaj – wspomina pani Wanda.

Wolontariusze w ramach przygotowania, biorą udział w specjalnych szkoleniach teoretycznych, a następnie praktycznych na oddziale. Kurs twa kilka miesięcy, a kandydaci pozyskują wiedzę od personelu medycznego, pielęgniarek, lekarzy, psychologów czy księży. – Wielu ludzi po drodze się wykrusza. Z 22 osób z mojej grupy szkoleniowej, zostało zaledwie dziewięć. Ciężko jest nie przynosić emocji do domu, przywiązujemy się do pacjentów i ich rodzin – mówi pani Danuta Dobrowolska.

Jak opowiadają kobiety – taka praca to duże zobowiązanie. Nie jest to jednodniowa przygoda, ale kilkumiesięczne lub kilkuletnie zaangażowanie.

– Każdy z nas poświęca tyle czasu, ile może. Przez wiele lat przyjeżdżałam tutaj na dwie godziny przed pracą. Z reguły przychodzimy tutaj dwa razy w tygodniu. Niby niewiele, ale to wystarcza, by pomóc – mówi pani Monika.

Kiedy się obcuje z chorym, nabiera się pokory i cierpliwości. – Przychodzę tutaj jak na skrzydłach. Dużo bym straciła, gdybym się tu nie zgłosiła. Kocham ludzi, a towarzyszenie im uważam za dar. To miejsce jest czyste, schludne i zupełnie inne niż wyobrażenia o nim – opowiada pani Wanda.

Wolontariuszki ze Szkoły Podstawowej nr 8 w Lubinie podczas tegorocznej świątecznej zbiórki żywności. Ich opiekunką jest Elżbieta Michalak

W całym Lubinie pomagać mogą i młodsi, i starsi, bez względu na wiek. Przykładem jest Elżbieta Michalak, która pod swoimi skrzydłami ma prawie setkę dzieci i młodzieży z lubińskiego wolontariatu.

Pani Elżbieta to nauczycielka w Szkole Podstawowej nr 8, Salezjańskim Liceum Ogólnokształcącym, matka trójki dzieci, żona i instruktorka fitness. Od 15 lat znajduje również czas na wolontariat. – To mi z niczym nie koliduje. Moja doba się wydłuża – śmieje się.

Angażuje się w pomoc m.in. WTZ Przytulisko, Promyk, Słoneczko, prowadzi wolontariat akcyjny w tutejszym hospicjum, zbiera karmę dla zwierząt, kwestuje w hipermarketach biorąc udział w akcji „Bank Żywności”.

– W Szkole Podstawowej nr 8 mam około 50 wolontariuszy, w Salezjańskim Liceum Ogólnokształcącym jest ich około 40. Pracuję z dziećmi, a potem obserwuję, jak te dzieci zaczynają w siebie wierzyć i się zmieniają. Kiedyś się bały osób niepełnosprawnych, a teraz wręcz garną się do pomocy im. Te efekty powodują, że wolontariuszom się chce – mówi pani Elżbieta. – Każdy może pomagać, wystarczy zacząć i zobaczyć, ile radości to sprawia. Pomyśl co chcesz i możesz zrobić oraz ile czasu na to poświęcisz. Rozejrzyj się po okolicy. I po prostu zacznij – podsumowuje.

Dzięki wolontariuszom działa też między innymi Szlachetna Paczka. To oni wszystko organizują, docierają do potrzebujących rodzin, spisują ich historie i później dbają, by dotarła do nich pomoc od ludzi o dobrych sercach. W tym roku lubiński sztab wolontariuszy to 23 osoby, liderką ponownie jest Klaudia Biernacik. A już w najbliższy weekend, 8 i 9 grudnia odbędzie się finał tej niezwykłej akcji.  

Również Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy nie istniałaby bez wolontariuszy. Nie sposób wymienić tutaj wszystkie takie inicjatywy. Każdej z nich życie dają ludzie działający bezinteresownie, dla dobra innych. Dziś w Międzynarodowy Dzień Wolontariusza jest doskonała okazja, by im wszystkim podziękować za bezinteresowność. 

Dodaj komentarz

Trwa ładowanie komentarzy. Prosimy o cierpliwość
wpDiscuz