Lubińskiemu harcerstwu stuknęła siedemdziesiątka

Ania i Hania śmieją się, że gdy raz spróbuje się harcerstwa, to potem nie da się i nie chce z niego odejść. Dla nich stało się ono ważną i fajną częścią życia. Osób myślących podobnie jak te dwie 14-latki jest w lubińskim ZHP obecnie ponad 400. Wszyscy oni świętują właśnie 70-lecie tej organizacji na tym terenie.

Hania i Ania

– Myślę, że oprócz nowinek technicznych, jak smartfon czy laptop, w harcerstwie nic się nie zmieniło – mówi komendant Związku Harcerstwa Polskiego w Lubinie Łukasz Nowicki. – Harcerz zawsze ma na sobie mundur, jest gotowy pomagać innym, chce działać, ma chęci i potrafi poradzić sobie nawet bez nowinek technicznych – dodaje, uśmiechając się.

ZHP istnieje na ziemiach lubińskich już 70 lat. Obecnie zrzesza ponad 400 osób w różnym wieku. Najmłodsze zuchy mają po 5 lat, zaś najstarsza druhna – Franciszka Franczak, która jest dobrym duchem tutejszego harcerstwa – ponad 80.

Choć z nazwy lubiński, tutejszy ZHP działa właściwie na terenie trzech powiatów.

– Częściowo na terenie powiatu polkowickiego, w Chocianowie, gdzie mamy siedem jednostek, bolesławieckiego, gdzie są dwie jednostki, które nam podlegają, oraz oczywiście na terenie Lubina, gminy Lubin, Ścinawy i Rudnej – wylicza komendant lubińskiego ZHP.

Dla 14-letnich przyjaciółek Ani i Hani harcerstwo to przede wszystkim przygoda, ale także miejsce, gdzie mogą poznać nowych ludzi i czegoś się nauczyć.

– Dla mnie zaczęło się pięć lat temu. Na lekcję przyrody przyszła druhna i pokazała nam prezentację o harcerstwie. Pamiętam, że dzięki niej nie pisałam wtedy kartkówki z przyrody. Byłam jej bardzo wdzięczna z tego powodu. Potem poszłam na zbiórkę i tak się wciągnęłam, że jestem w harcerstwie do dzisiaj – uśmiecha się Ania z 14. Drużyny Harcerskiej „Tam i z powrotem”, w której pełni funkcję przybocznej, czyli właściwie zastępcy drużynowego.

Ania przekonała do harcerstwa swoją przyjaciółkę Hanię, która za jej namową i swoich rodziców – kiedyś również harcerzy – pojechała na pierwszy obóz harcerski.

– Pojechałam niechętnie, ale potem już zostałam w ZHP. To było dla mnie duże przeżycie, bo wszystko było nowe. Wtedy pomyślałam, że warto się tego wszystkiego nauczyć – mówi Hania z 14. Drużyny „Tam i z powrotem” oraz przyboczna 19. Grunwaldzkiej Gromady Zuchowej. – Teraz wszyscy nowi przyjaciele, wszystkie pełnione funkcje, biwaki i obozy składają się na jedną wspaniałą część mojego życia – dodaje.

Urodzinowy tort lubińskim harcerzom sprezentował Tomasz Górzyński

Również ci, którzy swoją przygodę z harcerstwem zakończyli wiele lat temu, nie ukrywają, że to była bardzo istotna część ich życia i chętnie by do tego czasu wrócili.

– To było całe moje życie: okres podstawówki, średniej szkoły, a także czasy studenckie – wspomina Joanna Nadolna, która działała w harcerstwie w latach 90. – Bardzo za tym tęsknię. Harcerstwo buduje wartości, zaangażowanie, ale to też zabawa, uśmiech, spotkanie wspaniałych ludzi, z którymi później można wędrować przez całe życie i wiemy, że oni nas nigdy nie zawiodą, kiedy będziemy w potrzebie. Zachęcam wszystkich, choć wiem, że taki styl życia nie każdemu się spodoba – mówi, dodając, że chciałaby, aby również jej dzieci przekonały się, co to znaczy być harcerzem. – Na razie jeszcze są za małe, ale za dwa trzy lata, myślę, że spróbujemy – przyznaje.

Wbrew pozorom, jak przekonuje nas komendant lubińskiego hufca, wciąż jest zainteresowanie harcerstwem.

– Problem jest natomiast z kadrami. W tych zwariowanych czasach gonitwy za pieniędzmi i karierą nie jest łatwo znaleźć osoby, które są gotowe poświęcić swój prywatny czas, na to by poprowadzić drużynę harcerską czy gromadę zuchową i działać z tym najmłodszym pokoleniem Polaków, wyjeżdżać, spędzać czas i wpajać harcerskiego ducha – mówi komendant Łukasz Nowicki. – Natomiast ci, którzy do nas przyjdą, spróbują, to już zostają – dodaje.

Dziś lubińskie zuchy, harcerze, ale także osoby, które mają już za sobą przygodę z harcerstwem spotkali się w Muzie, by świętować urodziny swojej organizacji. Była zabawa, a także czteropiętrowy tort ufundowany przez Tomasza Górzyńskiego, który jest nie tylko radnym miejskim, ale i przewodniczącym Rady Przyjaciół Harcerstwa.

Dodaj komentarz

Trwa ładowanie komentarzy. Prosimy o cierpliwość
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy
thomas
thomas
11 miesięcy 19 dni temu

Bardzo dobra inicjatywa. Ludzie o czym wy piszecie, liczy się symbol, gest i takim właśnie był tort jako symbol podziękowania za działalność i uznania dla harcerzy. Zazdrosnicy co piszą że Pan G. ma, to co miał kupić im samochody!? Super, brawo i oby tak dalej.

janek
janek
11 miesięcy 20 dni temu

a ja powiem tylko, że nie rozumiem generalnie tego hejtu. Ludzie, harcerze działają non profit, fajnie, że są ludzie, którym się chce, którzy nie patrzą ile czekoladek, czy pieniążków dostana za idee. 70 lat. Oby i 1000. Fajnie, że potrafią znaleźć takich co im pomagają,którzy potrafią coś dać od siebie nie patrząc jaki w tym mają interes. Ja szanuje harcerzy, oby zawsze wokół siebie mieli ludzi, którzy in pomogą. Ci dorośli którzy niby zjedli wszystko to dawni harcerze, którzy do dzisiaj pomagają i wspierają – bezinteresownie.

Ziutek..
Ziutek..
11 miesięcy 20 dni temu
Miłe spotkanie po latach… Oby takich więcej….. Czy wyczerpujące temat? Pewnie nie… bo i jak – 70 lat 🙂 Pewnie znajdzie się ktoś kto uzna, że zielona chusta byłaby lepsza od pomarańczowej, że nagłośnienie mogłoby być szczęśliwsze… I można by tak wymyślać punkty w nieskończoność, tyle że one rozbijają się o ideę jaką niosło ze sobą spotkanie, w którym braliśmy udział, którego byliśmy świadkami – to idea braterstwa. Idea braterstwa, nie tylko tego tu i teraz względem nas samych, ale też tego które motywuje do tego aby spojrzeć za siebie, przez ramię na tych których mundury już płowieją w szafach… Czytaj więcej »
do krzysztof- rodzic dziecka
do krzysztof- rodzic dziecka
11 miesięcy 20 dni temu

nie masz czego żałować, tylko kilka dzieci dostało tort, reszta została zjedzona przez osoby dorosłe, dzieci w 80% musiały obyć się smakiem na taką ilośc dzieci to co najmniej 3 takie torty. jako rodzic liczyłem ,że z okazji 70lecia chociaż kazde dziecko po tabliczce czekolady dostanie. przeliczyłem się, szkoda. ale zgadzam się z Anką- lans pełną parą był.

Krzysztof
Krzysztof
11 miesięcy 21 dni temu

gratulacje a szkoda,że nie mogłem uczestniczyć…

anka
anka
11 miesięcy 22 dni temu

Że co? Czy ja dobrze czytam? Lans na tort za psie grosze? Wielki pseudo Bogacz ufundował tort? Wstyd. Lepiej by sobie nową fryzurę ufundował. Jak się można lansować na tort zwłaszcza że ma się miliony, jakby każdemu wycieczkę ufundował to ja rozumiem, a nie tort który mu pewnie w jego piekarni zrobili. Hańba!

wpDiscuz